Żeby skrobnąć coś o Izraelu korciło mnie od dawna, w końcu to temat budzący emocję bardziej niż Doda, Nergal i Sablewska zusammen do kupy wzięci. Jakoś mi się zwlekało, aż wreszcia nadeszła ta wiekopomna chwila, skatalizowana - jakże by inaczej! - kolejnym sukcesem naszego światłego rządu.
Żeby uniknąć nieporozumień dokonam (jakże popularnego ostatnio) coming outu (czyt. komin ałtó) i przedstawię swój stosunek do Żydów - otóż (uwaga, uwaga!) uważam Żydów za taki sam naród jak każdy inny, ani lepszy, ani gorszy (sic!). Nie zaglądam nikomu w majtki i oceniam ludzi po ich czynach, nie po napletku. Nie odczuwam też potrzeby ciągłego przepraszania Żydów za odwieczny polski antysemityzm ani ciągłego deklarowania życzliwych uczuć do narodu wybranego. tak jak nie robię też tego w stosunku do Basków, Szkotów czy Hotentotów. Blog izrealskiego korespondenta na S24 omijam szerokim łukiem, bo po prostu mam rzeczonego blogera za bufona (choć i tak ostatnimi czasy dużo grzeczniejszy niż kiedyś).
Uważam, że jak każdy naród, który wyraził taką wolę tak i Żydzi, mają prawo do własnej państwowości i popieram prawo Izraela do istnienia w granicach określonych przez ONZ w 1948. (1) Gwoli ścisłości,w moim przekonaniu jeden organizm państwowy na naród w zupełności wystarcza, dlatego też byłem przeciwny tworzeniu drugiego państwa albańskiego w Kosowie.(2) Co do Arabów, to na terenie od Maghrebu po Półwysep Arabski mają kilkanaście państw i nie uważam, żeby jakaś straszna krzywda działa im się z powodu utraty skrawka ziemi w Palestynie na rzecz Żydów. Przywódcy arabscy naprawdę mogliby wysiłek jaki wkładają od 60 lat w zbożne dzieło spychania Żydów do morza spróbować włożyć w jakieś inne formy aktywności, np. poprawę warunków życia swoich ziomków (a te w większości krajów arabskich są dość nieciekawe). Dodajmy, że są narody które zostały gorzej pokrzywdzone przez zmiany granic niż Arabowie i jakoś się z tym pogodziły (słyszał ktoś o węgierskich zamachach terrorystycznych w Siedmiogrodzie albo Banacie?).
Konsekwencja z jaką Izrael od 60 lat broni swojej niepodległości nie może nie budzić mojego podziwu i szacunku (nawet jeśli w szczegółowych przypadkach mam zastrzeżenie co do metod). Izrael jest niewątpliwie państwem poważnym i państwem poważanym, nawet jeśli nie przez wszystkich lubianym. Dla izraelskich wyborców priorytetem jest aby polityk dbał o interesy ich kraju, a nie to, żeby o nim dobrze pisali w Der Spieglu czy innej Izwiestii. Nie wyobrażam sobie, żeby izraelscy politycy zrobili reprezentantem swojego kraju szmaciarza, który wtykał w psie odchody izraelskie flagi. Z tych też powodów, w normalnym kraju, jakim jest Izrael, życie izraelskich odpowiedników Kupy Powiatowego nie jest usłane różami. Na szczęście dla tych ostatnich w sukurs przyszedł im rząd Donalda Franciszka Organu Konstytucyjnego-Tuska, który - najwyraźniej nie syt sukcesów na polu walki z polskim nacjonalizmem - postanowił zabrać się za zwalczanie syjonizmu (ah, gdybyż Moczar dożył tych czasów!) i sypnął groszem na "dzieło" izraelskiej lewaczki, która w polskim pawilon na biennale w Wenecji wzywała do wyjazdu z Izraela połowy żydowskiej ludności (czyli de facto nawoływała do anihilacji państwa Izrael). (3)
http://www.rp.pl/artykul/668784_Biennale_w_Wenecji__Bojkot_polskiego_pawilonu_w_Wenecji.html
Izraelska minister kultury zachowała się w jedyny normalny w takiej sytuacji sposób i zbojkotowała polski pawilon. Pozostaje pytanie - jaki interes ma rząd Organu Konstytucyjnego we wspieraniu likwidacji państwa Izrael? Może ktoś z Młodych, Wykształconych z Dużych Miast (MWzDM), którzy 4 lata temu zafundowali nam obecny stan rzeczy, mógłby mi wytłumaczyć? O Izrael akurat się w tym momencie najmniej martwię, bo jak przetrzymali budowniczego tamy asuńskiej Nasera, tym bardziej przetrzymają budowniczego stadionu w Warszawie, martwią mnie konsekwencje bezmyślnego podkopywania dobrych relacji z Izraelem. I dlaczego pieniędze polskich podatników idą na takie pierdoły.
Oczywiście, mogło być gorzej - jeżeli za szopkę w Wenecji odpowiadało Ministerstwo Kulutry, to i tak cieszmy się, że nie zamówiono z naszych podatków serii bilboardów "Żydzie, wyp***" u popularnej ostatniej zimy artystki Moniki Drożyńskiej. Jeżeli w tej szopce maczał palce MSZ, to oksfordczyk Radek Sikorski i jego zbekani ziomale od strony doyouknowpolska.com i komiksu o k***wiącym Chopinie też mogli rozkminić jakąś mocniej zjechaną masakrę. Może być i tak, że cała akcja to po prostu wynik typowej dla gabinetu ciemniaków bezmyślności, ot, zamówili projekt u pierwszego z brzegu zagramanicznego artysty, żeby było bardziej światowo i wyszło jak z autostradą u Chińczyków.
Może być jednak - i jest to w jakimś stopniu optymistyczna wiadomość dla takich oszołomów jak ja - iż antyizraelska hucpa była pierwszym elementem szlusowania postępowego rządu Partii Miłości do europejskich standardów. Jak wiadomo antyamerykańska, proarabska i prorosyjska eurolewica Izraela szczerze nie cierpi i na tym tle proizraelska polityka Polski (a zwłaszcza ś. p. prezydenta Lecha Kaczyńskiego) była raczej w Europie wyjątkiem, niż regułą. Bardzo możliwe, że na brukselskich salonach ktoś z europejskich starszych braci natarł naszemu Organowi Konstytycyjnemu uszu za ostatnie posiedzenie polskiego rządu w Jerozolimie (której zresztą za stolicę Izraela nie uznaje nikt, łącznie z USA), więc teraz dla równowagi jakiś tęgi umysł (na miarę Sławka Nowaka) wymyślił akcję antyizraelską. Oczywiście takie miotanie się od ściany do ściany fatalnie kreuje wizerunek państwa za granicą (i byłoby kolejnym dowodem na niekompetencję obecnej ekipy).
Gdzie więc są pozytywy? Nie wiem jak państwo, ale ja - zakładając, że mamy do czynienia z początkiem antyizraelskiego zwrotu w polskiej polityce - będę sie bawił setnie obserwując dylematy rodzimych ęteligętów, gdy przyjdzie im wybierać między dwoma fundamentalnym dogmatami polskiego wykształciucha - zwalczaniem antysemityzmu 24 h na dobę i bezkrytycznym kultem Unii Europejskiej. Nie mam złudzeń, że nie będzie to dla frakcji żydofilskiej proces bezstratny - część rodzimych wykształciuchów podchwyci śpiewkę tow. Wiesława "antysemityzm - nie, antysyjonizm - tak", część "self-hating Poles" uzna, że obciachowy jest tylko polski antysemityzm (jak wszystko co polskie), a ten europejski jest ok ("co Francuz wymyśli, to Polak polubi"), a część po prostu się ucieszy , że nareszcie można być i światłym Europejczykiem i bić Żydów (a wierzcie mi, wśród MWzDM antysemitów nie brakuje). Będzie jednak i część, która wreszcie dostrzeże, że bezkrytyczne łykanie wszystkiego co nam przywiozą z Brukseli razem z paroma sznurami paciorków i zwojami perkalu na dłuższą metę nie jest zdrowe i czasem warto mieć własne zdanie.
Jakikolwiek by nie był powód ostatniego wyczynu rządu, mogę tylko podusmować to słowami klasyka: "Ja kategorycznie wypraszam sobie rządzenie Polską przez niekompetentnych ludzi, działaczy partyjnych, niekompetentnych “dyplomatołków”" I mam nadzieję, że już tej jesieni władzę obejmą ludzie, którzy dbać będą o polskie interesy w równym stopniu (a niechby i tylko zbliżonym), jak izraelscy dbają o izraelskie.
(1) Dobra, dobra, mogą być jakieś modyfikacje granic, poprawiające obronność granic Izraela, ale jakoś to będą musieli Palestyńczykom wynagrodzić. I status Jerozolimy jako stolicy Izraela jest na dłuższą mete nie do utrzymania.
(2) Nota bene Izrael mafijnej republiki Kosowa nie uznał, za co ma u mnie kolejny plus.
(3) Gwoli ścisłości, pani artystka taka całkiem głupia nie jest i, o ile wiem, sama siedzi w Izraelu i ani myśli emigrować na Zieloną Wyspę Słońca Peru.
P. S. A ogólnie notka jest utrzymana w nieco przerysowanym tonie, ale oskarżenia o (zazwyczaj domniemany) antysemityzm były tak długo używane przez polskich postępaków jako młot na prawicę, że nie mogłem sobie odmówić przyjemności zrewanżowania się pięknym za nadobne:)



Tak czy inaczej za pomysły i małe interesiki MKiDN na razie wyłącznie płacimy. Bez korzyści, i bez perspektyw.
Pozdr.