Ośmielę się stwierdzić, że w temacie katastrofy smoleńskiej tak naprawdę wiemy, że nic nie wiemy. Są oczywiście tacy, którzy twierdzą, że wiedzą wszystko. Bardzo popularną wersją wyjaśniającą jest ta, że Kartofel zmusił pilota do lądowania w warunkach, gdy było to niewykonalne i ma krew na rękach.

Jak dla mnie ta hipoteza zwyczajnie nie trzyma się kupy. Oczywiście, jakaś – bezpośrednia czy pośrednia – presja na pilota aby wykonał zadanie mogła być (jak zawsze w relacjach podwładny – przełożony), mogła wpłynąć na ocenę sytuacji pilota, jeśli jednak pilot zdecydował się lądować, to musiał  w swojej subiektywnej (być może błędnej) opinii mieć realne szanse na szczęśliwe przeprowadzenie manewru, nie leciałby na pewną śmierć.

 

Aby lepiej to uzmysłowić proponuję wszystkim antykaczystom/widzom TVN/czytaczom GW/zwolennikom Partii Miłości mały Gedankenexperiment (pozwolę sobie tym pięknym zwrotem uczcić naprawę stosunków polsko-niemieckich, dokonaną przez nasz rząd).

Otóż imaginujcie sobie Wćpaństwo, iż przychodzi Wasz szef/urzędnik z US lub ZUSu (w razie jak ktoś się wymiga, że jest na samozatrudnieniu i nie ma szefa)/nauczyciel, wykładowca lub promotor (dla osób uczących się) i każe Wam popełnić samobójstwo. Szto dziełacie? (to było na cześć pojednania polsko-rosyjskiego):

 

A. Popełniam samobójstwo, gdyż strasznie boję się ewentualnych konsekwencji nie popełnienia tego czynu.

B. Bierze we mnie górę instynkt samozachowawczy i każę przełożonemu spadać na drzewo liście pompować, nawet jeśli musiałbym szukać pracy/studiów od nowa.

 

Nie ukrywam, że ja wybrałbym opcję B, no ale ja jestem typowy ciemniak z Polski B. Być może część bardziej otwartego na świat elektoratu PO hołduje np. japońskiemu kodeksowi bushido, który w takiej sytuacji nakazywałby honorową śmierć.

Nagród nie przewiduję. Zakładam też, że rozstrzygnięcie tego konkursu nie ma mocy wiążącej dla wyjaśnienia prawdziwych przyczyn katastrofy smoleńskiej, ot, inni gdybają, to i ja mogę.