Gratuluję PO i jej kandydatowi Bronisławowi Komorowskiemu zwycięstwa w wyborach prezydenckich. Zdobyliście władzę, jakiej nie miało chyba nigdy przedtem w historii III RP żadne ugrupowanie. Tak wielka władza to także wielka odpowiedzialność za Polskę – ja co prawda spodziewam się po Waszych rządach wszystkiego najgorszego (o czym poniżej), ale wciąż macie okazję mnie (przyjemnie) rozczarować i udowodnić, że myliłem się w Waszej ocenie.
***
Przejdę do sączenia pisiacko-moherowego jadu. Naród wybrał – może i częściowo nieświadomie, ale liczy się efekt - Polskę z rosyjskim monopolem gazowym, cenzurą internetu, odbieraniem dzieci rodzicom według widzimisię urzędników, poszerzeniem możliwości inwigilowania obywateli przez specsłużby, wejściem do ERM w czasie kryzysu, uznał, że pomoc finansowa dla bankrutujących krajów eurolandu ma pierwszeństwo przed pomocą dla polskich powodzian czy wydatkami na armię, wybrał Polskę pełną cudów, może nie od razu gospodarczych, ale na początek choćby takich jak ścięcie rosyjską linie energetycznej przez samolot lecący na wysokości 400 metrów. Mnie się ten wybór nie podoba, ale taka była wola większości i muszę to uszanować.
Następna okazja, aby to zmienić to wybory w 2011. Czy Polacy będą mieli dość do tego czasu?
Otóż po głębokim namyśle, mogę z pełną stanowczością stwierdzić – ch. g. w.
Obecne wybory pokazały, że całe rzesze młodych, wykształconych z dużych miast gotowe są jeść trawę albo i wydobywać gaz łupkowy odkrywkowo, byle tylko oddalić widmo kaczyzmu. Nie oszukujmy się – gdyby PO wystawiła w tych wyborach kloc drewna to zdobyłby on te 53%. Gdyby w tych wyborach startowałby ktoś – hmm, jakby to sformułować co by nie obrazić mojego prezydenta – ktoś z mniej arystokratycznym poczuciem humoru i o mniej wysublimowanym intelekcie, przewaga nad Kaczorem byłaby jeszcze większa. Inna rzecz, że beatyfikacja Edwarda Gierka w wykonaniu tegoż ostatniego głosów mu nie przysporzyła, ja sam, o ile w 1szej turze głosowałem jeszcze (choć z zastrzeżeniami) na JarKacza, w drugiej głosowałem już tylko przeciw kuzynowi belgijskiej księżnej.
Wbrew pozorom najmniejszym problemem PO będzie brak reform. Na to znajdzie się kupa ekskjuzów.
- Nikt nie przeprowadza reform przed wyborami” - to będzie mantra zwolenników PO. I nieważne, że będzie ona pozbawiona sensu w sytuacji, gdy wyniki wyborów i sondażownie pokazują zgodnie, że ponad połowa (i to ta lepsza, zachodnia, wykształcona, obyta w świecie, in vitro i bez namaczania połowa) rodaków pragnie reform, modernizacji, europeizacji, kolektywizacji i walki z kułactwem jak kania dżdżu albo pary homoseksualne adopcji dzieci, więc żadna utrata poparcia PO nie grozi. Nieważne, to będzie taki sam aksjomat jak to, że Kaczor jest „obciachowy”, a Komorowski „europejski”. Skoro nikt na świecie nie przeprowadza reform rok przed wyborami, to PO też nie przeprowadzi i basta, bo to światowcy, panie, pełną gębą.
- Będą weta prezydenckie, a jakże:) Wysmaży się jakąś mało ważną ustawę, która przejdzie tylko głosami koalicji, PiS i SLD będą przeciw, i prezydent wszystkich Polaków odmówi podpisania z uwagi na zbyt niski społeczny konsensus w tak ważnej sprawie. Dobrą dziedziną byłoby tu na przykład jakieś cięcia w wydatkach na naukę czy kulturę, będą protesty i listy otwarte w wykonaniu elity narodu, prezydent Komorowski jak dobry ojciec spotka się, wysłucha, zrozumie i zawetuje szkodliwą społecznie ustawę, potwierdzając swoja bezpartyjność, a panów Wajdę i Chyrę utwierdzi w słuszności ich decyzji. A Donald Tusk rozłoży ręce i stwierdzi, że do skutecznego rządzenia PO przydałyby się samodzielnie 2/3 w sejmie.
- Zawsze PO może skierować parę bezkompromisowo libertariańskich ustaw, których nawet koalicyjny PSL nie poprze, o lewicującym gospodarczo PiSie i coraz bardziej skręcającym na lewo SLD Napieralskiego nie mówiąc. Taka ostro liberalna wrzutka, oczywiście z góry skazana niepowodzenie, mogłaby przypaść do gustu fanom JKM, którym, jako politykom realnym, najbardziej imponuje nieugięte trwanie przy 100% pryncypiach, choćby za cenę 0% wpływu na realną politykę. Jak pokazały ostatnie wybory większość wyborców JKM poparła Komorowskiego w drugiej turze, więc jest to elektorat jak najbardziej do przejęcia przez PO – i tyle w temacie dwu i pół procentowych snów o potędze:)
Zagrożenie dla PO może przyjść z zewnątrz - jeśli bracia Słowianie po drugiej strony kurka uznają, że już czas, aby podnieść ceny Priwislanskiemu Krajowi, jeśli suma jaką zaśpiewa nam Goldman Sachs, a Berlin przyklepnie, za grecki geszeft okaże się nie do strawienia dla polskich podatników, jeśli przepraszanie dumnej Eriki za wypędzenie z Gotenhafen okaże się nieco za europejskie nawet jak na europejskie standardy zdrowej części społeczeństwa– who knows. Jeśli jednak państwa ościenne wezmą sobie na wstrzymanie i postanowią wystawić rachunek Podopiero po wyborach 2011 – to nie zdziwiłbym się, gdyby Partia Miłości i te wybory wygrała.
Ja w każdym bądź razie mam dodatkową motywację, żeby zabrać się do nauki hiszpańskiego i starać się o przedłużenie kontraktu w moim obecnym miejscu pracy:]
***
I na koniec apel (pewnie nieskuteczny) do antypeowskiej części blogerów. Wśród W. Sz. zwolenników PO na S24 istnieje grupa blogerów, których wpisy, delikatnie mówiąc, do najmądrzejszych nie należą. Zwłaszcza przed wyborami dał się zaobserwować wysyp głupawych i pisanych często marną polszczyzną notek utrzymanych w klimatach onetowych prowokacji (mobilizacja młodzieżówki PO?). Istnieje grupa POwskich propagandystów, często wieszanych na SG przez Szanowną Administrację, którzy jedno co potrafią to powtarzać oficjalne tezy o postępowości PO, a w dyskusji obrażać każdego kto nie podziela ich religijnej czci dla Słońca Peru i jego ekipy cudotwórców.
Apeluję, żeby takie blogi po prostu omijać, nie komentować, nie karmić trolli. Niestety, mam wrażenie, że im głupsza prowokacja albo im bardziej chamski dyskutant, tym bardziej (i tym głupiej, niestety) tym bardziej „pisowscy” blogerzy dają się nakręcać. Piszę, to „bom smutny i sam pełen winy”, ja też kiedyś niepotrzebnie wdałem się w bezowocne pyskówki – i w końcu zmądrzałem. Niestety, jak widzę salonowiczów z dłuższym stażem niż mój, którzy po raz n-ty wchodzą na blog peowskiego hunwejbina, tylko po to by zostać zmieszanym z błotem albo dostać bana (który w ramach chrześcijańskiego miłosierdzia rzeczonego hunwejbina zostanie zniesiony przy okazji Wielkanocy albo Bożego Narodzenia i zabawa zaczyna się od nowa) – to ręce i majtki opadają. Można i należy dyskutować z ludźmi o odmiennych poglądach, jeśli jest jakakolwiek wola dyskusji i zrozumienia po stronie przeciwnej, ale z fanatykami, chamami i głupcami się nie da – można i należy się modlić za nich, jak ktoś wierzący.
Kto chce, zrozumie o kogo mi chodzi – proszę, omijajcie te blogi, nie nabijajcie ich swoimi komentarzami na SG w „Aktywnych dyskusjach”, nie poświęcajcie im metablogów, nie róbcie akcji i wlepek „nie komentuję u XXX”, po prostu –omijajcie i nie dajcie się prowokować. To najgorsze co im możecie zrobić.



Dlatego dołączam do ulubionych a autora serdecznie pozdrawiam zgadzając się wnioskami.