Mogę tylko odszczekać to co napisałem 2 miesiące temu w notce „ Dlaczego NIE Jarosław Kaczyński”, gdzie wątpiłem w szanse JK. Co prawda 20VI jeszcze wszystko się może zdarzyć, ale jeśli ktoś jest w stanie odebrać zwycięstwo hrabiemu Komorowskiemu, to właśnie JK.
Co mam na swoje usprawiedliwienie? Po pierwsze primo, nobody's perfect; po drugie primo, gdy płodziłem ową notkę, faktycznie miałem powody wątpić w trwałość przemiany wizerunkowej (1) JK – Prezes już raz próbował 'polityki miłości' i długo nie pociągnął; po trzecie i ostatnie primo (tzw. tertio) – nie spodziewałem się wówczas (nie ja jeden), jakim niewypałem okaże się człowiek o dowcipie lekkim jak duński kaszalot i jego (człowieka, nie kaszalota) trupa „wesołych staruszków” (tzw. komitet horrorowy), urządzająca w Łazienkach orwellowskie seanse nienawiści do JarKacza. O ile dla normalnych ugrupowań politycznych gafy prominentnych polityków są problemem, o tyle dla bezideowej partii władzy (i kręcenia lodów), która jedno co ma do zaoferowania wyborcom to public relations, taki kandydat jak hrabia Komorowski to niemal wyrok śmierci (piszę niemal – bo wciąż ma jeszcze szanse wywinąć się spod szubienicy).
Zastrzeżenia co do osoby JarKacza mam i podtrzymuję, nie podobają mi się jego zbyt socjalistyczne poglądy gospodarcze – ale oceniając czyny, a nie słowa to i tak rządy PiS okazały się bardziej liberalne niż ostatnie rządy Partii Miłości.Niemniej te zastrzeżenia bledną wobec kompromitującego honor Rzczplitej spektaklu, jaki urządził nam po katastrofie smoleńskiej nierząd Tuska (2). Przyznaję, że wkrótce po katastrofie smoleńskiej nawet życzyłem wygranej hrabiemu, ba! byłem gotów nawet na niego zagłosować, licząc, że taka terapia szokowa dla narodu, jaką byłby rok wszechwładzy Partii Miłości ostatecznie pogrąży ten „sztuczny twór bez właściwości” (kopirajt baj feldmarszałek Niesiołowski). Dziś widzę, że lepiej nie próbować takich eksperymentów, bo po roku wszechwładzy PO możemy się obudzić we Wspólnocie Niepodległych Państw. Cóż, widać dobrodusznie postrzegałem peowców (3) lepszymi niż są – myślałem, że to tylko partacze i przekręciarze, a nazywanie ich zdrajcami uważałem za przesadę.
Słowem – jako osoba, która uważa, iż Polska powinna pozostać w NATO, iż życie polskich żołnierzy w Afganistanie nie powinno być używane do rozgrywek politycznych, że katastrofa smoleńska powinna zostać wyjaśniona (o ile to jeszcze możliwe...) najlepiej przez międzynarodową komisję, że pieniądze polskich podatników powinny w pierwszym rzędzie iść na polskie, a nie greckie, inwestycje i że gaz z łupków powinien być wydobywany, acz nie metodą odkrywkową – zagłosuję na Jarka. Na ile prezydent, którego kompetencje są dość ograniczone, może wpływać na powyższe sprawy, to odrębne zagadnienie, niemniej jednak wszystko co możemy mieć przez najbliższy rok, to ta cienka, czerwona linia odgradzająca nas od aksmitnej dyktatury PO w postaci JarKacza na fotelu prezydenckim.
I tu apel do tych wszystkich kolibrów, którzy zapowiadają głosowanie na JK (4), ale dopiero w drugiej turze – zróbcie to w pierwszej. Piszę to jako osoba, która sama poważnie rozważała głosowanie na JKM albo Jurka. Zróbcie to w pierwszej. Głos na kogoś poza Kaczorem a Komorem w tych wyborach NIC nie da.
-
To wybory prezydenckie, wygrać i tak musi jeden, jak nie teraz to w drugiej turze. O ile rozumiem, że w wyborach parlamentarnych można głosować na UPR, Prawice Rzczplitej i inne takie z nadzieją, że przekroczą 5% próg, o tyle ani Korwin, ani Jurek nie mają żadnych szans na zdobycie ponad 50%. I nie wciskajcie kitu o manipulacji reżimowych mediów i sondażowni – tak, one manipulują, może zmieniaja liczby 2-3 krotnie, ale 10-20 krotnie! Po prostu nie ma obecnie w Polsce kilkudziesięcioprocentowego elektoratu konserwatywno-libralnego, i żeby taki wynik osiągnąć trzeba lat pracy organicznej od podstaw i popularyzacji idei koliberalnych. I niekoniecznie w stylu, w jakim robi to JKM, a już na pewno nie w stylu jego fanatycznych zwolenników w internecie, wyzywających każdego oponenta od lewaków i idiotów...
-
Druga tura to dodatkowy koszt, a przecież nie lubimy marnotrawienia pieniędzy podatników.
-
JKM i Jurek i tak nie mają szans w tych wyborach, używają kampanii aby spopularyzować swoje poglądy – ok, rozumiem to. Skoro i tak nie wejdą do drugiej tury, czego sami się spodziewają, i skoro osiągnęli swój cel, tzn. pokazali się w TV i może zdobyli parę głosów na przyszłoroczne wybory parlamentarne – skończmy to w pierwszej.
-
Argument „zobaczmy ile nas jest w 1szej turze, a dopiero w 2giej na JK” - sorry, ale trochę to dziecinne. Sondażownie przed wyborami dadzą Wam 2%, w wyborach będziecie mieli 4% - i to będzie ten Wasz wielki triumf i powód do otwierania szampana? Litości...
-
Jeśli dojdzie do drugiej tury to wszystko się może zdarzyć. Z jednej strony hrabia Komorowski zdąży palnąć więcej głupot, z drugiej... razwiedka nie śpi. Może nawet dojdzie do pobicia posła Palikota przez nieznanych sprawców w koszulkach z Jarosławem Kaczyńskim albo coś w tym stylu.
Summa summarum: lepsza Ruanda niż druga Irlandia!
-
Jeśłi czyta to jakiś leming i się oburzana obłudę JK: mowa o „przemianie wizerunkowej”, co nie oznacza zmiany poglądów (przynajmniej drastycznej) – sprawdźcie sobie w słowniku wyrazów obcych, co oznacza „wizerunkowy”, albo w jakiej Wikipedii.
-
Byłem jak najdalszy od teorii spiskowych, ale po prostu nie mogę sobie wyobrazić jak lecący na wys. 400 m samolot zahacza o linie energetyczną albo jak po rozbiciu się o 8.41 znika z radarów o 8.50.
-
Mam tu na myśli oczywiście wierchuszkę Partii Miłości, a nie każdego szeregowego członka czy zwolennika.
-
Apel jest, rzecz jasna, do „miękkich” zwolenników JKM. Wiem, że najbardziej „konsekwentni” zwolennicy tego Pana w 1szej turze zagłosują na niego, a drugą oleją, jako wybór między dwoma socjalistami. W końcu „polityka realna” opiera się na zasadzie wszystko albo nic i żadnych kompromisów.

