Dlaczego nie na prezydenta:

 

1. To oczywiście moje subiektywne wrażenie, ale mam wrażenie, że jest to w tej chwili ostatnia rzecz o której myśli JK. Obserwując zdjęcia z ostatniego tygodnia, widziałem człowieka strasznie przybitego i doświadczonego przez los, człowieka, który właśnie stracił brata i zarazem najbliższego przyjaciela (te 2 sprawy w każdym rodzeństwie chodzą w parze), który nie wie, jak przekazać tę straszną wiadomość chorej matce. Człowieka, nie polityka czy prezesa PiS.

Jeżeli coś może skłonić JK do kandydowania to, nieco opacznie rozumiane, poczucie obowiązku wobec Polski, niepotrzebnie podsycane  przez głosy pisowskich klakierów, którym po tragicznej śmierci LK złudnie zdało się, że mają kraj u stóp i wołają 'Wodzu, prowadź! Bój to jest nasz ostatni!'.

 

2. Bo łaska ludu na pstrym koniu jeździ. Bo media i pałkarze PO tylko czekają na kandydaturę JK. Polecam wywiad na money.pl z nieocenionym prof. Stefanem „Plujką” Myszkiewiczem, który otarłszy łzy po ś. p. prezydencie Lechu Kaczyńskim już rusza do boju z demonicznym bratem zmarłego.

KAŻDA wypowiedź JK będzie dla merdiów przejawem cynicznego uprawiania na trupie brata., nie łudźcie się. A przypominam że od 10 kwietnia LK nie jest już „marionetką prezesa”, tylko „naszym prezydentem”, żurnaliści i ci wszyscy, co ostatni tydzień ślozy rzewne ronili nie pozwolą „zawłaszczać pamięci naszego prezydenta dla celów politycznych”.

 

3. Jakkolwiek dziwnie to brzmi wobec ilości pomyj wylanych na LK, faktem jest, że miał zawsze nieco lepszy wizerunek medialny niż JK (choćby z powodu żony). Dla dużej części elektoratu płakanie po „dobrym” LK nie będzie w niczym kolidować z nap*** w „złego” JK. Będzie to wyglądać mniej więcej tak„LK to był taki zacny człowiek, polski patriota i nasz najlepszy prezydent - żeby go tylko ten jego chory z nienawiści brat nie podpuszczał... Panie, najlepiej to było tego Jarka do Tupolewa wsadzić zamiast Lecha”. Pewnie nawet znajdziesię całkiem pokaźna grupa osób twierdzących, że Lech był wyższy od Jarosława i mniej do kartofla podobny.

 

4. W przeciwieństwie do PO, to PiS ma dłuższą ławkę rezerwowych. Ryszard Legutko, Wojciech Roszkowski, Jan Ołdakowski, Paweł Poncyljusz, Zyta Gilowska, Joanna Kluzik-Rostkowska, Zbigniew Ziobro – nie wszyscy z tych kandydatów mi się podobają, ale są to ludzie mający realne szanse wygrać z kandydatem wszystkich Jamajczyków.

 

5. Bo jednak JK, wg mnie, nie nadaje się najlepiej na prezydenta. Jak zresztą wielu innych polityków, których szanuję i cenię (nawet gdy nie zawsze się z nimi nie zgdadzam) i których chętnie widziałem/widzę/widziałbym jako posłów, ministrów czy nawet premierów, ale nie w roli prezydenta.

Urząd prezydenta jest dość specyficzny, łączy trochę realnych uprawnień z dużą ilością funkcji czysto reprezentacyjnych (czyli na odwrót niż urząd premiera), i to ostatnie najmocniejszą stroną JK nie jest. JK niestety łatwo daje się „wkręcać” i mówi różne rzeczy, które mógłby sobie darować, a życzliwi na pewno tę jego cechę wykorzystają.

 

6. Nawet gdyby hrabia Komorowski wygrał, to miałoby to, moim skromnym zdaniem, same zalety. Ewentualne wygranie wyborów prezydenckich przez kandydata PiS zmniejsza szanse wygrania wyborów parlamentarnych przez tę partię. PO dostałoby ekskjuza na kolejny rok słodkiego nieróbstwa, bo przecież i tak „pisowski prezydent” im wszystko zawetuje.

Natomiast rok wszechwładzy PO (przy podkopanym zaufaniu społeczeństwa do TVNu i reszty wydziału propagandy) powinien być skuteczną terapią leczącą Polaków do wiary w Partię Miłości.

A że bylaby to terapia tyleż skuteczna, co bolesna dla nas wszystkich to już całkiem inna bajka.